Barcelona 2008



3 w 1 czyli Adam Krzysztof i Piotr || Archiwum 2oo7: 10 11

Link 30.06.2008 :: 11:52 Co o tym sądzisz? (0)

Mecz Hiszpania-Niemcy i inne


Głosem Czesia:
W tym odcinku opowiem wam o wrażeniach jakich doświadczyłam oglądając mecz Hiszpanii z Niemcami w pewnym barze...



Ha! A to był hardkor. No a zamian przejdziemy do tego w tytule to chciałabym jeszcze dodać, że jest tutaj tak gorąco, że na każdym kroku muszę walczyć, żeby nie wyglądać jak tłumy Angoli, którzy oczywiście zapomnieli kremu do opalania albo wybrali ten z filtrem 5 i wyglądają tak, że jak się na nich patrzy to zaczyna boleć i piec całe ciało.


A my w ten weekend postanowiliśmy pojechać nad morze do Llafranc, tam na Costa Brava. Oprócz wszędzie-obecnych Angoli i Niemców spotkaliśmy tutaj obrzydliwy gruby piasek wbijający się w stopy, meduzę wielkości talerza i ciepłą, strasznie soloną wodę. Zastanawiam się jeszcze dlaczego w każdym sklepie jak tylko wchodzę podbiegają do mnie sprzedawcy jak coś wybieram pytając "DIZZZ??"..


Przechodząc do rzeczy, sobotę spędziliśmy na opalaniu i spaniu pod parasolem na plaży, niedzielę też, ale wieczorem w niedzielę poszliśmy całą ekipą (jakieś 8 osób, tzn my i nasi znajomi z Madrytu). Jako że wyszliśmy późno i nie było już miejsc siedzących wbiliśmy się do jakiejś restauracji, żeby obejrzeć mecz. To niesamowite, o tej godzinie na ulicy nigdzie nie było NIKOGO, tak jakby to miasteczko umarło, wszyscy siedzieli w domach albo w barach i oglądali mecz. Moment gola Fernanda Torres był naprawdę tak niesamowity i niezapomniany, nagle wszyscy zerwali się wydając z siebie takie krzyki (tak praktycznie to takie nieartykułowane rzeczy jak eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!), zaczęli skakać i w ogóle.Nie wiem jak tam nasi by zareagowali, ale takiego czegoś naprawdę sobie nie wyobrażałam. Szef restauracji zaczął obściskiwać się w policjantami i walić pięściami w stół etc..

No a w tym barze było też parę Niemców, ale byli praktycznie wytępieni. My staliśmy na przejściu i za każdym razem jak jakiś Niemiec przechodził do kibla to krzyczeli do niego ´´Viva España´´, albo się z nich nabijali jak mieli nieudaną akcję.

A po tym to już najlepszy moment był jak ogłosili koniec meczu, wtedy wszystkie restauracje na raz zgłośniły na maaaaxa telewizję z taką piosenką triumfalną, szef wskoczył na stół i zaczął tańczyć, no a wszyscy ludzie drzeć się wniebogłosy przez jakieś parę minut. Później wyjechało na ulicę pełno samochodów w flagami i tak jeździli przez całe miasto wykrzykując, że są najlepsi. No a moja ekipa pozdrawiała wszystkich także krzykami kiedy przejeżdżali tymi samochodami, no bo my poszliśmy celebrować - czyli pić calimocho czyli takie wino (duuużo lepszej jakości niż to nasze, prznajmniej z winogron i nie siarkowane z coca colą..

No i graliśmy w taką zajebistą grę, tak jakby z kartami, polegało to mniej więcej na tym, że się odkrywało karty, a jak się miało taką samą to się wysyłało kogoś do picia 1 łyka, no i każdy po kolei na każdą rundkę wymyślał jakieś tak rzeczy jakich nie można lub trzeba robić (np nie używać imion, nie pokazywać palcem, nie przeklinać) no i zazwyczaj to wyglądało tak, jeden mówił ''Carlota pijesz 1 łyka'' a wtedy wszyscy ''aa powiedziałeś imię'' a ten wtedy ''ja pier..'' no i tak wychodziło na to, że za każde złamanie reguły trzeba było pić :D Mnie oszczędzili bo musiałam po niedługim czasie prowadzić..

I w ten sposób my z Gabrielem musieliśmy skończyć imprezę już o 1, bo w poniedziałek (dziś) trzeba było iść do pracy, tak więc spać o 1.30, budzik o 4.. Później 120 km do domu (w sumie fajnie, bo prawie żadnego ruchu na ulicy, no ale trochę straszne i monotonne), potem do domu na śniadanie, pół godziny spania i do metra na 7..


I tak jestem tutaj wspominając ten naprawdę fajny mecz. Mam nadzieję, że może kiedyś i my tak zagramy to się zrobi podobną imprezę :)


Wrzucę jeszcze jakąś fotkę, żeby nie było


No to na plaża (niby ładna, woda przezroczysta na parę metrów, ale ja wolę nasze morze..)


tutaj fotki ja z takim małym Ruskiem zaadoptowanym przez ciocię Gabriela i my na rodzinnym spotkaniu z okazji urodzin małego





Link 17.06.2008 :: 15:26 Co o tym sądzisz? (0)

Takie tam bzdury wynikąjce z chwilowego braku prac


No dobra, dawaj dawaj i lecimy z dawno nie pisanymi newsami. Na te słynne moje newsy pozwala mi stan obecny pracy, na 8,5 h jakie spędzam tutaj dziennie, 45 minut jestem zajęta no i mam już oblecone wszytskie strony internetowe, nauczyłam się trochę włoskiego, nawet pomalowałam sobie paznokcie.. Tak wiec widać, że mó stan jest dość ciężki, ale przejdźmy do rzeczy..


Spain is different



Bardzo sławnym zdaniem powratzanym tutaj przez każdego jest Spain in different, z początku myślałam, że to jakieś tam bzdury ale mają rację.. Tutaj jest w ogóle inny świat, zostawiając jednak wszystkie dziwactwa po drodze chciałabym się skupić na kompetencji pracy.. Zagłębiając się bardziej, skupmy się na angielskim. (zanim zacznę się chwalić, czy cokolwiek podetknę tutaj takie tam wspomnienie ze szkoły i w ogóle, no bo wszyscy, którzy mnie znają, pamiętają, że angielskim nie błyszczałam i chyba byłam uważana za jednego z większych tępaków pod tym względem – no i to racja, w sumie źle ale do tego nigdy nie miałam talentu, poza tym często mi lekcje zwisały i powiewały tak więc stanęliśmy na tym, że mój poziom angielskiego jest mniej więcej na poziomie żałosnego..) Jednak tutaj wszystko jest different! Okazało się, że jak tylko w mojej pracy się dowiedzieli, że umiem wydukać 2 zdania po angielsku to od razu (uwaga uwaga!) dostałam hardkorowy awans – z całego dnia spędzanego ze skanerem i zepsutym kompem i skanowania rachunków z restauracji – dostałam honorowe miejsce w Departamencie VAT-u zagranicznego, nowy komputer, zajebiste miejsce za fajną szybką (wywalili jednego na jakieś zwalone miejsce, żeby mnie tu posadzić) i dużo innych luksusów. Tak więc wszyscy co umiecie powiedzieć 3 zdania po angielsku przyjeżdżajcie i zostaniecie szefami! :) A sumie to dla mnie jest wielki szok, bo wracając do tego, zajmuję się korespondencją do klientów z całego świata, przygotowuję im kontrakty, pełnomocnictwa i te sprawy po angielsku, odpowiadam na in pytania, dzwonie, jeżdżę samochodem po firmach hiszpańskim i wogle ciekawiej niż kopiowanie etc.. Bo moja szefowa zaczynając maila od ‘’did you could’’ umie jeszcze mniej..

Najbardziej z tego, co robię to chyba podobają mi się te maaasy korespondencji, które mi wysyłają (jak nie otrzymuję kartek to chociaż listy z papierami..), bo to tak fajnie brzmi Señorita Mirela :P W sumie to się już trochę przyzwyczaiłam do tej pracy i trochę ciężko będzie zostawić, żeby studiować, ale za nic świecie nie chcę zacząć pracy zanim nie skończę studiów..

Właśnie co do studiów! Wszyscy trzymać kciuki bo prawdopodobnie 26 czerwca mam egzamin kwalifikujący na studia i trochę się boję!

Przechodząc teraz do ostatnich wydarzeń wypada mi wspomnieć o pewnym zdarzeniu, które teraz wydaje mi się śmieszne, ale w tamtej chwili omal nie doprowadziło mnie do załamania nerwowego. Mianowicie.. Mieliśmy jechać z pracy do Brukseli na taki tam kongres (zwała, bo 4 h gadania, a to po angielsku i francusku i nic nie skumałam..) potem takie fajne jedzenie tak luksusowo, że aż się dziwnie czułam i hotel (jaki szok! 5 gwiazdkowy! Gdyby nie za darmo to chyba bym się nigdy nie wybrała), to piątek, potem w nocy miał być taki bal integracyjno-przebierańcowy, a potem sobota i niedziela na zwiedzanie. No i jak już wspomniałam miało być fajnie. Jako że mogliśmy wziąć tylko bagaż ręczny, ciuchy wsadziłam do walizki a wszystkie rzeczy wartościowe jak GPS, MP3, 250 euro i naprawdę pełno innych ważnych rzeczy, wsadziłam do torebki (wspominam, że to wszystko, wsadziłam do torebki nawiązując do ostatniego incydentu, który zdarzył mi się tutaj, czyli siedziałam na ławce i cichaczem ukradli mi torebkę tutaj w centrum, pobiegłam i dorwałam debila w końcu i zabrałam mu moja torebkę z całą zwartością, ale nerwów to się najadłam, no i od tamtego czasu postanowiłam pilnować moich rzeczy jak oka w głowie, dlatego też włożyłam całą moją zawartość tam jak jechałam do Brukseli). Tak więc obliczyłam wartość zawartości mojej torebki na jakieś 1100 euro. A historia przebiegła tak..Kiedy podeszłam do skanera na lotnisku przed wylotem, a że byłam pierwsza w kolejce z całej naszej grupy, więc zobaczyli tylko mnie, spojrzeli na żakiet elegancko no i pewnie pomyśleli aa pewnie nadziana jest, przyjechała robić interesy tu do Hiszpanii, ani słowa nie mówi po hiszpańsku to łatwy trop, trochę się pomylili.. Niezbyt nadziana no i mówi.. No ale położyłam moją torebkę na tacce, którą starannie zakryłam żakietem, wsadziłam też moje dokumenty etc, no ale jak ja chciałam przejść to moje buty zaczęły pikać i taka niemiła baba kazała mi je ściągnąć. Ja jest pokazałam szybką chęć dostania się do mojej torebki, ale ona nie przepuściła mnie i odesłała na bok.. No i jak już się można domyślić, jak podeszłam odebrać rzeczy z tacki zauważyłam niezwykłe zniknięcie mojej torebki, od razu powiadomiłam policjanta co stał obok, a on mówi (absurd!!), że to pewnie ten pan, co stał przede mną się pomylił, bo pomyślał, że to jego żony i pewnie zwróci.. Jasne... Potem też wziął mnie za głupka i wróciliśmy się przed skaner, żeby sprawdzić, czy może jej nie zapomniałam tam.. też wielkie jasne.. Zwróciliśmy się więc z pretensjami do tej babki, która mnie z początku tak niemile potraktowała i zażądaliśmy wyjaśnień i jej nr plakietki, ona zaczęła histeryzować, że nie da, że to nie jej wina etc.. Zastanówmy się, po co histeryzowała skoro była n i e w i n n a ? No i po tym cała moja ekipa zaczęła robić wielki skandal, mówiąc, że ich wszystkich zaskarżymy i tak dalej. No ale, że nic nie zdobyliśmy to poszliśmy, bo już odlatywał samolot, ja zdecydowałam się pojechać.. Byłam trochę załamana, bo nie miałam ani grosza ani telefonu ani niczego.. Teraz wrzucę jakąś tam fotkę z tego wyjazdu, bo nie chce mi się opowiadać, a na dole rozwiązanie zagadki..






Ekipa Lowendal Masai Spain





Tak więc, kiedy wracałam trochę zmarnowana po tym wyjeździe dla wszelkiej znajomości, podeszłam do pierwszej lepszej obsługi na lotnisku w Barcelonie i pytam, czy biuro rzeczy zagubionych jest jeszcze czynne.. Myślałam, że może dałoby się odzyskać jakąś część rzeczy.. No i taka rozmowa:

- Przepraszam, jest już zamknięte biuro rzeczy zagubionych?

- A w jakiej sprawie?

- No więc składa się, że zniknęła mi torebka stąd jakieś 2 dni temu, no i chciałam się dowiedzieć czy coś się znalazło.

- Zaraz, a ty jesteś hmm Mariela, twój chłopak to Gabriel??
sprostowanie, jeszcze o tym nie wiedziałam, bo przecież nie miałam telefonu, ale Gabriel w ten sam dzień jakieś 2 h wcześniej dzwonił na lotnisko w tej samej sprawie)

- Tak

- A to jeszcze ci nie powiedział? Dzwonił i powiedziano mu, że Twoja torebka się znalazła.

- Jak to się znalazła?? Gdzie?? Ze wszystkim?? Kto ją znalazł??

- Tak, ze wszystkim, przyniósł ją policjant.
- Jak to przyniósł?? Skąd??
- A tego już nie wiem..

Taaa, jeszcze jedno wielkie jaaaasne.. Widzę niezłą kolaborację mają tam na lotnisku..

No i w taki sposób odzyskałam torebkę, jedyne co zniknęło to moje jabłko i polskie orzechy w czekoladzie (ciekawe czy smakowały policjantowi i tej pani..)
Tak więc przestroga.. Mogą Cię okrasć nawet Ci, którzy są odpowiedzialni za to, żeby Cię nie okradli..

A tak w sumie to zapomniałam, czy miałam coś jeszcze napisać, jak mi się przypomni to jeszce napiszę, bo teraz et 2 tyg jestem sama w pracy, bo reszta wyjechała do Madrytu.

Nie kujcie tam za dużo :P
Zapomnialabym:PNa koniec troche szpanu:P


Mirela Mazur

Departamento IVA Extranjero

Foreign VAT Department


LOWENDALMASAÏ

tax cost sourcing cash

Avda. Diagonal, 523, 5ª planta - 08029 Barcelona

T. + 34 93 201 07 00 - F. + 34 93 201 11 20

mailto:mmazur@lowendalmasai.com

www.lowendalmasai.com





Link 09.06.2008 :: 00:27 Co o tym sądzisz? (1)

ciezko nam idzie


Ciężko coś nam idzie.. :)



Dzień po eurowizji idę na pocztę wysłać list a ten dziadek tam z okienka (po spojrzeniu an kraj z kartki) prawie krzyczy 'ajjjj nieładnie! a wy to tam na eurowizji chyba ostatni byliście, nie nie??'. Tym akcentem chciałam zaznaczyć, że jesteśmy sławni:P


A dziś dla odmiany postanowiliśmy włączyć sobie trochę naszej telewizji, żeby obejrzeć naszych no ale jakoś chyba im nie wyszło. Szkoda. Ale z tego wszytskiego najlepszy był Krzynówek (w sumie to nie obchodzi mnie jak tam grał, bo ja w ogóle nie wiem o co tam chodzi) nazwany tutaj w Hiszpanii KRYNOŁKIEM :P


Link 17.11.2007 :: 02:08 Co o tym sądzisz? (4)

Chcę spaaać


Ha, tyle zwlekałam z napisaniem, że teraz będzie się nudno czytało, bo będzie dużo, no ale nic.. W skrócie to wrzucę parę fotek z gór, a ja pracuję i nudzę się.



Dalszy ciąg historii Pana pomarańczy

Udało mi się wreszcie przerzucić fotki z telefonów komórkowych i wrzucę parę fotek ze wspomnianej już wcześniej wyprawy do Walencji :)







Pan Pomarańcza jeszcze tajemniczy i bez osobowości :D




Seńor Colega :D


Seńor mierzy prędkość. Chodzi o to, ze nie można przekraczać 140 na godzinę :)



Góry - La Mola

Na początku miesiąca pojechaliśmy w inny rejon z tych ładniejszych, który okazał się na prawdę zarąbisty. Chodzi o górę, która nazywa się La Mola, jakieś 50 km stąd, a jak wejdziesz na szczyt to jest u góry restauracja w starym klasztorze. Widoki naprawdę świetne, mnóstwo skał. Dojazd jest trochę dziwny, bo najpierw trzeba jechać samochodem przez las z przepaściami po bokach cały czas do góry (w pewnym momencie to już myślałam, że ten samochód tam zostanie w tych dziurach)Żeby wejść na górę masz dwa warianty, wybraliśmy ten "hardkor" ale to jednak hardkorem się nie okazało. Droga idzie przez las i między skałami (ja nie wzięłam liny!! a te skały były normalnie obite i można się było wspinać!)





Przed rozpoczęciem (jakbyśmy się zgubili i by znaleźli aparat :P)


Krzaczki :)


Osiołki wnoszące jedzenie do restauracji


Tam do góry trzeba dojść




Gabriel, w tle wspomniane skały








Ja i Greta






Gabriel z psem, a tam z tyłu ten klasztor










Widok z samochodu jak wracaliśmy..






Droga..


Po powrocie :P



Mój tata w Barcelonie

Jeszcze zanim rozpoczęłam pracę okazało się, że mój tata będzie tędy przejeżdżał i mógł zatrzymać się na weekend. Problem był tylko z parkingiem, gdyż tutaj wybijanie szyb jest na porządku dziennym (o czym parę dni później mój samochód się przekonał i potwierdził rzeczywistość..) Tak więc zostawił ciężarówkę na granicy z Francją, a my te 180 km podjechaliśmy po niego. I nic, posiedział tu te dwa dni i widząc te korki i ogrom miasta doszedł do wniosku, że nie chciał by tutaj nigdy zamieszkać (ja też nie, ale co mam zrobić jak tu są studia..) No i zapomniał paszportu..





Samochód mojego taty w miasteczku Gabriela


Widok z góry na miasto






Praca

Dokładnie dziś mija ostatni dzień tygodnia mojej nowej, zajebiście nudnej pracy. Otóż, warunki pracy, pensja etc są fajne ale praca sama w sobie jest nudna i monotonna, ale jak dobrze płacą nie będę szukać nic innego. Pracuję dla firmy zajmującej się odzyskiwaniem podatków, więc w tzn sektorze serwisów statystycznych i fiskalnych. Teraz wysłali mnie na jakiś miesiąc do ogromniej firmy farmaceutycznej (tak bogata ta firma, że masakra), tam przydzielono mi pokoik, komputer i drukarkę i moje zajęcie polega na wybraniu kopii rachunków spełniających normy i drukowanie ich, no i średnio drukuję jakieś 500 stron. Boli mnie strasznie szyja, bo nie jestem przyzwyczajona do siedzenia 8,5 h dziennie bez ruchu, ale za to w piątki kończę szybciej i mam nawet długi weekend. Za jedzenie mi płacą i jedzenie jest bardzo dobre, no więc jestem zadowolona. Najgorsza zwała to wstawanie o 7, o 8 mam metro potem pociąg i jestem na 9, także 2 h dziennie stracone na przejazdy (p.s bardziej przeludnionych środków transportu chyba nigdy nie widziałam). Najgorsze to, że na dworze jest strasznie zimno (może nie ma śniegu tak jak w Polsce, ale mi jest zimno) a w tych środkach transportu trzeba się rozebrać do krótkiego rękawka...




Mój pokoik..

Fiesta, czyli konsumpcja ciasta z marihuaną :D:D:D

Zdążyłam się także załapać na imprezę dla studentów pewnego uniwersytetu. Tzn impreza w znaczeniu miliony ludzi na obrębie uczelni (ale na zewnątrz - na placach w parku). Tak się składa, że na tej imprezie wszyscy piją calimocho (najtańsze wino - 0,6 euro pomieszane pół na pół z coca colą), które tak naprawdę nie jest takie złe, bo nie jest tak jak u nas komandos z jabłek i siarki, tylko z winogron. Ale jednak była lepsza rozrywka, można było znaleźć wśród metalowców lub innych ludzi wyglądających dziwnie ciasta z marihuana, które sprzedawali po kryjomu. Dają niezłego kopa i są bardzo smaczne :D Spotkaliśmy tutaj także kolegę Gabriela z Polski, który przyjechał też na te imprezę. AA zapomniałabym, sprzedawali tutaj dla każdego kubki plastikowe ze sznurkiem, które wieszało się na szyi w razie potrzeby nagłego ataku pragnienia :P





Po ciasteczku.. :D:D:D:D




Szyba...

W zeszłą sobotę wybraliśmy się z rana, żeby jechać się wspinać. Dochodzimy do samochodu, a tam - nie ma szyby :(:(:( Wybili nam boczną szybę od pasażera.. Nie wiedziałam, że tutaj nie można zostawić nakładki od GPSa przyklejonej do szyby.. Chodzi o to, że jak tutaj widzą podkładkę do GPS to myślą, że znajdą go w środku, i tak przeszukali nam samochód wchodząc aż do bagażnika i otwierając nawet zakładkę od światła, no ale my takie rzeczy jak GPS to jednak trzymamy w domu. Tak więc wzbogacili się w ładowarki do telefonu etc, przyrząd do mierzenia ciśnienia w kołach i nieszczęsną łapkę do GPSa.. Dziwię się tylko dlaczego nie zabrali Gabriela polaru i moich okularów słonecznych, bo chyba są dużo bardziej warte niż ładowarka.. No ale cóż, cała przygoda zabolała kieszeń..




Hmm na koniec

Jest już późno i trzeba iść spać, no ale wrzucę jeszcze parę dziwnych fotek :)





Hiszpańskie parkowanie


Wygodnie?


Na razie :)






Link 31.10.2007 :: 11:55 Co o tym sądzisz? (4)

Wszystkiego po trochu


Działo się bardzo dużo, tylko że nie miałam jak załadować fotki, więc zwlekałam trochę z napisaniem. W sumie to jest spoko, staram się przyzwyczaić do tych wszyskich dziwnych zwyczajów, lub zostać przy moich (w taki sposób na przykład obleciałam milion sklepów, żeby znaleźć czarny chleb, który mają tylko w jednym sklepie w całym mieście, bo oni tu wszyscy jedzą tylko bagietki, co więcej, używają bagietkę jako pomoc w jedzeniu śniadań, obiadów i kolacji..) Albo chowam się przed telefonem, bo oni tutaj dzwonią do siebie parę razy dziennie, a ja dzwonię raz na tydzień.. No dobra, a teraz trochę więcej szczegółów.

Zlecenie i pomarańcze

Gabrielowi zlecono wykonać dziwną pracę, pojechać do Walencji (500 km stąd), żeby zrobić fotki pewnego odcinka drogi, którą firma jego mamy będzie reparować. Nunde, ale chodzi o to, że w Walencji mają najwięsze pola pomarańczy i mandarynek, które akurat dojrzewają :D:D:D:D Tak więc pojechaliśmy sobie, no a że byliśmy głodni, zatrzymaliśmy się przy pewnej plantacji tych oto owoców i zapożyczyliśmy sobie sporo kilogramów, których chyba polowę zjedliśmy po drodze a z reszty zrobiłam sok }:-) A tak w ogóle to podczas długiej podróży najepszą rozrywką jest poszukiwanie zdesperowanych kierowców ciężarówek z tablicą rejstracyjną PL i mruganie światłami awaryjnymi, no co oni odpowiadają drogowymi :D Inna rozrywka to oglądanie widoków zajebistych, wielkich skał i umieranie z rozpaczy, że nie można się powspinać..


Praca

To wogle była niezła beka. Poszłam na rozmowę kalifikacyjną jakiejś firmy co to mnie zadzwonili i jakaś babka zaczęła mi opowiadać superszybko jakimiś terminami ekonomicznymi, co w ogóle nic nie zrozumiałam, ale zgodziłam się zacząć pracę dnia 12tego :D Tak więc jeszcze nie wiem dokłanie, co będę robić, ale wiem że nie mogę nosić dżinsów i sandałów i że zawsze muszę być elagancko ubrana (uwielbiam....)


Kino

Postanowiłam nie iść więcej do kina na film, ktory nie jest komedią. Zostałam zabrana do kina na horror i był chyba najstraszniejszy z tych, które widziałam. (Wcześniej poszłam z Gabriela rodzicami na film Odważna, który apropo tutaj nazywał się „Ta dziwna, która jest w tobie”, z Jodie Foster, napradę bardzo dobry film, ale mocny, polecam). A tym razem poszlismy wszycy na El Orfanato czyli Sierociniec wyreżyserowany przez Guillermo del Toro (ten od Labiryntu Fauna), czyli horror psychologiczny, okropnie straszny, tak straszny że jedną trzecią filmu miałam zasłonięte oczy i musiałam się pytać, co się w tym czasie wydarzyło. I oba filmy polecam.

130 km i Pireneje!

Ha! Tym razem mieliśmy jechać zrobić zdjęcia odcinka drogi położonego w Pirenejach :D Nie wiedziałam, że są tak blisko! Zajebiście łatwy dojazd samochodem, pociągiem, wszytskim, normalnie można każdy weekend sobie tam jechać, teraz robiąc te zdjęcia nie mieliśmy za dużo czasu, żeby się rozejrzeć, ale teraz w ciągu tego długiego weekendu co nadchodzi pojedziemy albo w Pireneje albo Sierra Nevada :D:D Tak więc już znalazłam jedną rzecz, która mi się tu podoba, czyli góry, bo tak na prawdę to jest mało rzeczy, które mi się tu podobają. Przytoczę teraz parę fotek z Pirenejów.










Długa droga, tak się zaczyna..






Zdjęcia zrobione w jakimś supermałym miasteczku, ale co ciekawe, babka która sprzedawała tam na stacji benzynowej była Polką. Polacy są wszędzie..




















Ten samochód to już kawał świata zobaczył :D




A teraz parę fotek, które zrobiłam na początku miesiąca jak jeszcze było bardzo ciepło..
















Link 15.10.2007 :: 00:11 Co o tym sądzisz? (5)

Najobrzydliwszy obraz dnia - wąż na skale, jeszcze obrzydliwsze - wąż w rysie, którą chcesz użyć jako chwyt.


No dobra, podjechaliśmy sobie samochodem na skały (taka mini-Jura), żeby się chwilkę powspinać. Robimy sobie tam jakieś łatwe drogi i wogle. Potem idę robić inną łatwą, prawie już wsadzam rękę do zajebistej rysy a tam był wąż!!!!!! Obrzydliwy, wielki, czarno, szaro, zielony, śpiący tam sobie :| :| Ja normalnie nie krzyczę, ale czasem..

Jak się później dowiedziałam, nazywają go "culebra" co po posklu brzmi mniej więcej jako "dupona". A tak naprawdę to nie wiem po polsku jaki to jest, ale podobno może ugryźć w obronie. A tak wogle to dobrze, że go zauważyłam wcześniej, bo tak to pewnie miałabym niezły lot.
Niżej wrzucam trochę fotek tych starszych i nowszych.





Miejsce zbrodni – to właśnie na tych skałach z małą palmą znaleziony został obrzydliwy wąż, który na dodatek udawał martwego, ale żył





Widok z gory ze skał





Ja w stroju profesjonalnego wspinacza






Owoc nudy..






Tam z tyłu Costa Brava, nie ważne, zdjęcie w poszukiwaniu skał.. (nie znalazły się :(






A teraz te zdjęcie i te pod spodem to najaktualniejsze (wczoraj). A ta dziwna rzecz co jest na fotce to do mierzenia wiatru, czy co tam. Napisane, że jak się zniszcze, to można iść do pierdla bo jest pod ochroną prawa. Taaa, jasne..



Zachód słońca nad niby-lasem




Tam z tyłu to miasteczko, z którego właśnie się wyprowadzamy.





No I to zdjęcie, żeby zadowolić moją mamę, że niby “chodzę po lesie” :D:D:D





Link 11.10.2007 :: 20:59 Co o tym sądzisz? (2)

Mój pierwszy mandat i pierwsza poważna rozmowa kwalifikacyjna..


Studia

Niestety, mimo zajebistych wyników papiery doszły za późno i nie można już nic zrobić, to znaczy że muszę się teraz rozejrzeć za pracą (w sumie nie rozczarowałam się aż tak, bo przypuszczałam, że mogło być za późno)

Praca

Wzięłam się za szukanie pracy, nie ma co jechac na szybko, pracy jest dużo, ale jak na rok to wolałabym znaleźć już coś odpowiedniego. Rozglądam się za firmami, które współpracują z Polską. Szukam pracy bardziej biurowej niż na basenie, bo w pzryszłości co do curriculum chyba bardziej znacząca jest praca biurowa niż na basenie.. No więc jak już szukam to miałam dziś pierwszą poważną rozmowę z firmą mającą interesy w Hiszpanii, na Teneryfie i właśnie w Polsce. Rozmowa kwalifikacyjna trwała godzinę.. Babka wypytała mnie o wszytsko możliwe i zostawiła mnie na pół godziny żeby sprawdzić moj poziom Exela (wymagany był w ogłoszeniu wysoki poziom znajomości), co oczywiście ja powiedziałam, że umiem, tak więc dała mi jakieś tabele do liczenia z nie wiem jakimi funkcjami (zupełnie nie rozumiem nazw tych dziwnych funkcji w Exelu po hiszpańsku, bo nigdy tego nie używałam), taże chyba zrobiłam to trochę źle, ale co tam, zobaczymy. Trzeba było też mówić po polsku, być dyspozycyjnym na podróżowanie do Polski jako tłumacz jakiegoś tam architekta etc. Jak nie zadzwonią w poniedziałek to znaczy, że znaleźli sobie kogoś innego, a ja będę musiała rozejrzeć się za czymś innym.
?!? Parkowanie ?!?

No a teraz coś innego. Żeby dojechać na tę rozmowę trzeba było jechać do centrum Barcelony, no a że w Hiszpanii jest niemożliwe zaparkowanie (a w Barcelonie jeszcze bardziej niż niemożliwe), więc postanowiliśmy zaparkować przed jakimś uniwerkiem. Zobaczyliśmy miejsce wolne w ciągu samochodów, tzn było tak, zaczynał się boczny pas jakiejś uliczki i na poczatku były słupki te pomarańczowe i zaraz za słupami było miejsce wolne no i ciąg samochodów. Zapytałam się Gabriela i jego mamy czy mogę tam zaparkować, no i powiedzieli, że raczej tak. No i zaparkowałam. Jak wróciłam to zastaliśmy na ziemi przyklejoną wiejskożółtoodblaskową karteczkę „Twój zamochód został zabrany do dyspozytu samochodów. Aby odebrać przyjedz ...” No i pojechaliśmy.. Kara 180 € czyli 700!! zł Jedna wielka zwała.. Jedno szczęście, to że nie dostanę także mandatu, bo babka z recepcji tam tych samochoodów nie umiała odczytać moich danych z Dowodu Osobistego, i pewnie też nie chciałby się im wysyłać tego do Polski...

Ya no digas nada..



Link 01.10.2007 :: 20:51 Co o tym sądzisz? (1)

Wielki dzieñ :)


W jednym wielkim skrócie : nic nie robie. Chodze na plaze etc bo Gabriel wyjechal na 6 dni do Kordoby i nie moglam sie przeprowadzic.

Ale mialo byc o czyms innym. Bowiem tu w Hiszpanii prawie wszyscy mowia sobie na "ty" co dla mnie nie jest zbyt latwe, tym bardziej nie wyobrazam (o nie wyobrazalam) sobie mowic do rodzicow Gabriela na "ty", mimo iz caly czas na mnie nalegali :D No i dzisiaj pojechalam z jego mama na plaze i po drodze powiedzialam jej, ze jak sie ze mna wykapie to przestane mowic "pani" i bede mowila po imieniu.
No i krzyczac ze jestem szalona i ze woda jest lodowata sie wykapala :D
Tak wiec mam teraz hardkorowe zadanie, rok gadania na pani i przerzucic sie na ty :D


Link 23.09.2007 :: 23:07 Co o tym sądzisz? (5)

Dojazd 23 wrzesieñ 2007


Zmiany 100%


W skrócie, bo moze czeasem nie bede miala czasu lub jak napisac maila, jakies tam ciekawoski z okolic Barcelony, gdzie wlasnie sie przenioslam.

Tak troche o samej podrozy. Samochodem wyjechalismy o godzinie 6... w piatek (21 wrzesien). Pogoda byla spoko, wiec zadnych problemow. Najpierw przez Polske az do Szczecina. Zaraz przed wyjazdem sie skapnelismy, ze nie da sie odkrecic kola, bo ma zabezpieczenie, a my nie mamy klucza, co oznacza, ze w momencie zlapania kapcia trzebaby bylo zadzwonic po samochód holujacy, wiec po drodze trzeba bylo poszukac wulkanizacji i wymienic te sruby, co oznacza troche straconego czasu. Tak wiec dojazd do granicy zajal nam okolo niecalych 6 h (to wszytsko prowadzilam ja..) no i dalej przez Niemcy. Te drogi bez ograniczenia predkosci moze i bylyby fajne, gdybym miala lepszy samochod i troche wiecej kasy na benzyne.. My ustalislimy prednos 110-120 km/h (czasem sie zapominalam, ale wycie silnika od 145 km7h w gore przypominalo o zwolnieniu..)
Na poczatku mielismy planowane jechac 3 dni, ale pojawila sie szansa na 2. Warunkiem byl dojazd do Francji.. 2 ostanich godzin juz nie dalo sie wytrzymac, ja zasnelam, postanowilismy, ze nie da sie dalej, ze dojezdzamy do pierwszego lepszego hotelu. Dojechalismy wiec okolo 00.30.
Nastepny dzien obulidzismy sie o 6 i o 7.15 bylismy juz w drodze. Jedyne zadowalajace, ze mielismy dojechac jeszcze przed zmrokiem. Po drodze we Francji zauwazylam, ze konczy sie benzyna i mowie, dajesz, tankujemy, Gabriel jednak stwierdzil ze damy rade do granicy i zatankowac tuz za granica w Hiszpanii, ale niestety, zapalila mi sie rezerwa i tak oto sie skonczylo :P
No i zatrzymujemy sie na autostradzie, zeby jak dobremu wiesniakowi przystalo, wlac 5 litrow z baniaka:P
Pozniej to juz z gorki, 2 h i w domu, okolo godziny 19.. Ole samochod! Nigdy wiecej..

Inna informacja, chyba troche wazniejsza i bardziej ciekawa, wlascie doszedl list z Madrytu, ze przeliczyli moje oceny i mature na punkty, dzieki ktorym ma sie dostep na uniwersytet i dali mi calkowity wstep na kazdy uniwersytet.
Tutaj punkty sa od 0 do 10, mi przeliczyli 8,99. Wszytscy w rodzinie sie strasznie zdziwili, bo tu prawie nikt nie ma tak wyskiej oceny, normalnie to 5. Tak wiec ten wynik daje mi mozliwosc studniowania na kazdym uniwersytecie, cokolwiek zechce, medycyne, chemie, biologie, prawo, kazda inzynierie, kazda filologie, dziennikarstwo, doslownie cokolwiek, ogromny szok!! Teraz mam dylemat o wybrac, i niedlugo przeprowadzka i szukanie studiow..
Hmm..

Pozdrowienia :)