Filmy Piotra ||
Archiwum
2oo7:
10
11
Link 30.06.2008 :: 11:52
Co o tym sądzisz? (0)Mecz Hiszpania-Niemcy i inne Głosem Czesia:
W tym odcinku opowiem wam o wrażeniach jakich doświadczyłam oglądając mecz Hiszpanii z Niemcami w pewnym barze...
Ha! A to był hardkor. No a zamian przejdziemy do tego w tytule to chciałabym jeszcze dodać, że jest tutaj tak gorąco, że na każdym kroku muszę walczyć, żeby nie wyglądać jak tłumy Angoli, którzy oczywiście zapomnieli kremu do opalania albo wybrali ten z filtrem 5 i wyglądają tak, że jak się na nich patrzy to zaczyna boleć i piec całe ciało.
A my w ten weekend postanowiliśmy pojechać nad morze do Llafranc, tam na Costa Brava. Oprócz wszędzie-obecnych Angoli i Niemców spotkaliśmy tutaj obrzydliwy gruby piasek wbijający się w stopy, meduzę wielkości talerza i ciepłą, strasznie soloną wodę. Zastanawiam się jeszcze dlaczego w każdym sklepie jak tylko wchodzę podbiegają do mnie sprzedawcy jak coś wybieram pytając
"DIZZZ??"..
Przechodząc do rzeczy, sobotę spędziliśmy na opalaniu i spaniu pod parasolem na plaży, niedzielę też, ale wieczorem w niedzielę poszliśmy całą ekipą (jakieś 8 osób, tzn my i nasi znajomi z Madrytu). Jako że wyszliśmy późno i nie było już miejsc siedzących wbiliśmy się do jakiejś restauracji, żeby obejrzeć mecz. To niesamowite, o tej godzinie na ulicy nigdzie nie było NIKOGO, tak jakby to miasteczko umarło, wszyscy siedzieli w domach albo w barach i oglądali mecz. Moment gola Fernanda Torres był naprawdę tak niesamowity i niezapomniany, nagle wszyscy zerwali się wydając z siebie takie krzyki (tak praktycznie to takie nieartykułowane rzeczy jak eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!), zaczęli skakać i w ogóle.Nie wiem jak tam nasi by zareagowali, ale takiego czegoś naprawdę sobie nie wyobrażałam. Szef restauracji zaczął obściskiwać się w policjantami i walić pięściami w stół etc..
No a w tym barze było też parę Niemców, ale byli praktycznie wytępieni. My staliśmy na przejściu i za każdym razem jak jakiś Niemiec przechodził do kibla to krzyczeli do niego ´´Viva España´´, albo się z nich nabijali jak mieli nieudaną akcję.
A po tym to już najlepszy moment był jak ogłosili koniec meczu, wtedy wszystkie restauracje na raz zgłośniły na maaaaxa telewizję z taką piosenką triumfalną, szef wskoczył na stół i zaczął tańczyć, no a wszyscy ludzie drzeć się wniebogłosy przez jakieś parę minut. Później wyjechało na ulicę pełno samochodów w flagami i tak jeździli przez całe miasto wykrzykując, że są najlepsi. No a moja ekipa pozdrawiała wszystkich także krzykami kiedy przejeżdżali tymi samochodami, no bo my poszliśmy celebrować - czyli pić
calimocho czyli takie wino (duuużo lepszej jakości niż to nasze, prznajmniej z winogron i nie siarkowane z coca colą..
No i graliśmy w taką zajebistą grę, tak jakby z kartami, polegało to mniej więcej na tym, że się odkrywało karty, a jak się miało taką samą to się wysyłało kogoś do picia 1 łyka, no i każdy po kolei na każdą rundkę wymyślał jakieś tak rzeczy jakich nie można lub trzeba robić (np nie używać imion, nie pokazywać palcem, nie przeklinać) no i zazwyczaj to wyglądało tak, jeden mówił ''Carlota pijesz 1 łyka'' a wtedy wszyscy ''aa powiedziałeś imię'' a ten wtedy ''ja pier..'' no i tak wychodziło na to, że za każde złamanie reguły trzeba było pić :D Mnie oszczędzili bo musiałam po niedługim czasie prowadzić..
I w ten sposób my z Gabrielem musieliśmy skończyć imprezę już o 1, bo w poniedziałek (dziś) trzeba było iść do pracy, tak więc spać o 1.30, budzik o 4.. Później 120 km do domu (w sumie fajnie, bo prawie żadnego ruchu na ulicy, no ale trochę straszne i monotonne), potem do domu na śniadanie, pół godziny spania i do metra na 7..
I tak jestem tutaj wspominając ten naprawdę fajny mecz. Mam nadzieję, że może kiedyś i my tak zagramy to się zrobi podobną imprezę :)
Wrzucę jeszcze jakąś fotkę, żeby nie było

No to na plaża (niby ładna, woda przezroczysta na parę metrów, ale ja wolę nasze morze..)

tutaj fotki ja z takim małym Ruskiem zaadoptowanym przez ciocię Gabriela i my na rodzinnym spotkaniu z okazji urodzin małego
♪
♪